Dries z Antwerpii

Zdobył uznanie bez reklam w kolorowych magazynach, skandali i marketingowych zagrywek. Konsekwentnie budując swoją markę zajął wysoką pozycję w hierarchii świata mody, czego ukoronowaniem jest poświęcona mu wystawa w paryskim Musée des Arts Décoratifs. Wielbię go od lat.

Chodzi o Driesa Van Notena, belgijskiego projektanta, którego nazwisko, z racji tego, że nie miga w oknach reklamowych wyskakujących na ekranie twojego komputera – może nie być Ci znane. Również dlatego, że nie reklamuje się on w kobiecych magazynach. Znają go zaledwie znawcy tematu, oraz bywalcy domów mody oferujących wzornictwo na najwyższym poziomie. Także klienci luskusowych butików on-line. Są więc w Polsce ludzie, którzy kojarzą antwerpijską markę, jednak nadal jest ona u nas bardzo mało znana.



Nic dziwnego. Projektowane przez Driesa Van Notena ubrania po pierwsze są bardzo drogie. Mało kogo stać na żakiet za kilka tysięcy złotych. Poza tym styl jego kolekcji wymaga dosyć wyrafinowanych upodobań. Damskie modele na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nawet ciotkowate, są w stylu retro, jak wyjęte z magazynu kostiumów filmowych. Znajdą się wśród nich bardzo proste, klasyczne wręcz ubiory, zdobione zaledwie dyksretnymi elementami wykończenia i kroju. Są też niezwykle spektakularne, barwne, sowicie dekorowane haftami, cekinami, aplikacjami - niezwykłe, wręcz bajeczne kreacje.

Dries van Noten projektuje wzory na tkaninach i właśnie malarska wrażliwość twórcy wyróżnia go pośród innych. Jego moda dedykowana jest pewnym siebie kobietom i mężczyznom, którzy z jednej strony nie wstydzą się wyróżnić z tłumu barwnym strojem, równocześnie też nie potrzebują eksponować walorów sylwetki zbyt obcisłym czy wyzywającym strojem. Wszystkie jego projekty są raczej klasyczne i eleganckie. Prawdopodobnie moja szafa byłaby pełna ubrań od Van Notena, gdybym mieszkała w Paryżu. To miasto znacznie skuteczniej niż Warszawa inspiruje mnie, by ubierać się wyjątkowo. Musiałabym oczywiście być nieprzyzwoicie bogata a moim hobby mogłoby być na przykład kolekcjonowanie sztuki. W płaszczu lśniącym barwnymi kwiatami widzę siebie na prestiżowym wernisażu w jakimś słynnym museum.

W słynnym Musée des Arts Décoratifs jest teraz głośna wystawa Drisa van Notena. Głośna w świecie mody oczywiście. Namawiam jednak na wizytę tam każdego, kto w najbliższych miesiącach wybiera się do stolicy Francji, kto ceni piękno i zachwyca go rzemiosło artystyczne. Kto potrafi godzinami wpatrywać się w kwiaty w ogrodzie, kogo zachwyca odcień nieba, bogactwo zieleni na drzewach lub choćby stokrotki w dzbanuszku na stole jego babci. Każdego kto szuka piękna dyksretnego, ukrytego w prostych rzeczach. Kto chciałby zobaczyć, gdzie tego piękna można jeszcze szukać i jakie zachwyty inspirują proces twórczy projektanta. Kto nie zastanawia się, gdzie założyłby daną kreację, nie idzie do muzeum na zakupy i potrafi zauroczyć się urodą stroju bezinteresownie. Bez potrzeby posiadania go, zwyczajnie dlatego, że jest piękny. Na tę wystawę namawiam także każdego, kto zastanawia się, po co ubrania wystawiać w muzeach i dlaczego to niby ten Dries jest taki super?

Ekspozycja podzielona jest na sekwencje odzwierciedlające poszczególne kolekcje. Modele na manekinach ustawione są w kontekście inspiracji, jakie przyświecały projektantowi podczas ich tworzenia. Są to więc na przykład pogniecione kartki z pracowni Francisa Bacona, które mimowolnie układają się w kolaż wzorów (z jednej strony danej kartki papieru) i białego tła (z drugiej). Konsekwentnie - podobny motyw znajduje się zatem na tkanianch. Sukienki z takiej kolekcji są eksponowane wraz z fotografiami owych kartek, także na tle zdjęć z pracowni malarza, za szybą, na fragmencie której emitowany jest film z pokazu, podczas którego kolekcja była zaprezentowana. Kolejne gabloty to kolejne inspiracje i kolejne kolekcje, które prezentowane są w formie instalacji artystycznej: kostiumowo - fotograficzno - malarsko - scenograficznej (błagam wszystkich krytyków sztuki o wybaczenie powyższego sformułowania, jest nieprofesjonalne, oddaje jednak ducha tego, co widziałam).

Podobnie jak stylizacje pokazów Driesa Van Notena urzekają mnie zestawieniem pozornie niepasujących do siebie wzorów, barw oraz faktur; z tego samego powodu poruszyła mnie ta wystawa. Choć ubiór na manekinie jest prezentowany obok obrazu sprzed stu lat i nowoczesnej fotografii wyeksponowanych na kontrastowym, wzorzystym tle - wszystko układa się w powalającą przepychem, równocześnie niezwykle harmonijną kompozycję.

O Driesie mogłabym pisać godzinami, bo to mój ulubiony twórca mody, w ocenie prac którego zamieniam się z obiektywnego krytyka w subiektywnego zachwycacza. Jestem zwyczajnie urzeczona. Tym, co artysta pokazuje (zarówno podczas tygodnia mody jak i w muzeach; to bowiem druga wystawa Van Notena na moim koncie, przed laty oglądałam ekspozycję jego prac w muzeum mody w Antwerpii) jak też chociażby stylem, w jakim urządza swe firmowe sklepy. Wystarczy wejść do jednego z nich, w Antwerpii czy w Paryżu, by niemal przenieść się w czasie i wylądować - w niezwyczajnym dla zwyczajnego jak ja zjadacza chleba - apartamencie wyrafinowanego konesera. Zachwyca mnie wystrój wnętrz jego butików, zachwyca mnie unoszący się tam zapach (projektowany przez słynnego nosa, który nazywa się Frederic Malle), nawet kompozycje świeżych kwiatów ujęte w wazonach, które przyciągają mój rozmarzony wzrok równie skutecznie, co prezentujące się na wieszakach kreacje.

Wystawa “Dries Van Noten, Inspracje” otwarta do 31 sierpnia w Musée des Arts Décoratifs lesartsdecoratifs.fr

W Polsce modele z logo Driesa Van Notena można kupić w warszawskim butiku Frank A

Uszanowałam zakaz fotografowania wystawy, jednak w Internecie znajdziecie mnóstwo zdjęc z opisywanej przeze mnie ekspozycji.
  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...