O autorze
Od lat pracuje w branży mody. Razem z Filipem Niedenthalem założyła magazyn Viva! Moda. Była jego pierwszą naczelną, oraz szefową mody w Vivie!, JOY’u, PANI i ELLE. Przez pierwszą dekadę swojej kariery tworzyła duet artystyczny z fotografem Marcinem Tyszką. Chociaż jej pasją jest stylizacja, ostatnio coraz częściej pisze. Od niedawna na swoim blogu, który już zyskał uznanie wśród specjalistów
od mody w Polsce.

Robert Kupisz kończy 25 lat

Nie chodzi o wiek projektanta ani jubileusz jego marki. Wczorajszy pokaz zamyka ostatnie ćwierćwiecze historii polskiej mody. Nie tylko ze względu na inspiracje rebelią z lat 80.

Pokolenie urodzone po 1989 roku może nie znać określenia “zdarta płyta” skoro dzisiaj adaptery ogląda co najwyżej na strychach albo w muzeach a dzieła sztuki, zamiast w muzeach – śledzi sobie w internecie. Dobra, wiem, że płyty analogowe odtwarzane są też na imprezach, ale potrzebne mi było tutaj takie porównanie. Zdarta płyta, jak wiadomo bywa porysowana od wielokrotnego odsłuchiwania. Oznacza to, że jest poprostu ukochana. Robert Kupisz zdziera płyty, w tym przypadku polskich wykonawców sprzed 25 lat i konsekwentnie, wręcz niezmordowanie powtarza pewien schemat. Tak, jak odsłuchiwanie po wielokroć tej samej piosenki sprawia, że zaczynamy ją mimowolnie nucić a czasami nawet lubić – podobnie działa powtarzalność Kupisza. Skutecznie!




Być może męczy mnie zmienność tego świata i powtarzalność pewnych działań projektanta daje mi poczucie bezpieczeństwa. Jednak podoba mi się to i piszę o tym bez ironii. Po wczorajszym pokazie z pełnym przekonaniem stwierdzam, że zaczynam lubić przewidywalność Roberta Kupisza. Lubię to, że ubrania dokładnie w tym samym, co zwykle, stylu zaprezentowane zostaną wedle określonego klucza, czyli do znanych nam dżinsów, bluz z kapturami i kraciastych koszul zawiązanych na biodrach dołączone zostaną dodatki nawiązujące do konkretnego tematu pokazu. Zaczynam lubić to, że pokaz ma charakter zdecydowanie handlowy i prezentowana jest całkowita oferta, czyli jeden model ubrania pojawi się na wybiegu we wszystkich dostępnych kolorach, w jakich został wyprodukowany.

Z ciekawością czekam na to, jaki nowy temat dla swego pokazu Robert znowu wymyśli. Z zadowoleniem uśmiecham się, gdy w finale wychodzą modelki i modele w jednakowych t-shirtach, które mają być hitem kolejnego sezonu. Teraz zdobi je graficzny portret diabolicznego pankowca w wersji nieco romantycznej. Myślałam, że inspiracją było jakieś zdjęcie sprzed lat. Zastanawiałam się nawet czy to nie jest Kupisza autoportret. Pomysł ten jednak siedząca obok mnie Agnieszka Ścibior wyśmiała (pytając, czy wogóle cokolwiek widzę? Tak bardzo, jej zdaniem, postać z t-shirtów wyeksponowana w scenografii pokazu jest do Kupisza niepodobna) a rozwiała moje domysły współpracująca z autorem Anna Borowska, która poinformowała mnie, że jest to twarz w zupełności abstrakcyjna.

Robert Kupisz kolekcję na przyszłoroczne lato (która za chwilę pojawi się zapewne w sklepach, jak to miało miejsce w poprzednich sezonach) zamknął w gamie trzech kolorów. Czerń, biel i czerwień dosłownie nawiązują do anrachii. Stroje wyglądają nowocześnie, mają niebanalne rozwiązania konstrukcyjne, na pierwszy rzut oka kojarzą się z tym, co widziałam na ulicach i sama nosiłam 20 lat temu, jednak niewątpliwie to współczesna i nowoczesna interpretacja dawnej mody. Choć pewnie korciłoby mnie, by zobaczyć bardziej zaskakujące efekty poszukiwań twórczych wokół tego tematu (punk 2.0 to hasło dające ogromne pole do popisu), prawdopodobnie ucieszyłoby to bardziej krytyków mody aniżeli klientów Kupisza, których projektant z pewnością tą kolekcją nie zawiedzie. Choć te dziewczyny, które marzyły a falbaniastych romantycznych spódniczkach, ze względu na tematykę bardziej rockową niż kowbojską czy cygańską – tym razem u Kupisza ich nie dostaną ale z pewnością znajdzie się nowe grono, bardziej surowych w stylu chętnych na modę.

Na tle momochromatycznych stylizacji uwagę zwracały dwa modele w duże leopardzie cętki – dowód na to, że Robert naprawdę bawi się projektowaniem, tym razem z powodzeniem sięgając do szuflady z kiczem.

Jak zwykle modele z kolekcji męskiej są znacznie bardziej interesujące. Jakby projektant swoją kobietę zaledwie ubierał a mężczyznę już stroił.

Kupisz zamyka ostatnie ćwierćwiecze polskiej mody nie tylko dlatego, że na zaproszeniu przykleja kartki na zakupy, pamiętane z 1989 roku i czerpie z archiwów stylu sprzed lat. Powolutku moda w Polsce zaczyna być rzeczywiscie biznesem, czego dowodem są chociażby sklepy z logo projektanta nie gdzie indziej tylko w wielkich centrach handlowych (Galeria Mokotów w Warszawie i Klif w Gdyni). Powolutku moda w Polsce zaczyna przejmować standardy i styl działania wypracowany w miejscach, gdzie buduje się jej imperia od wielu lat. Adresowana do kosmopolitycznej młodzieży, wymagającej, świadomej, otwartej na świat, coraz bardziej spełnia jej oczekiwania. Traci lokalny charakter.

Obok mnie na wczorajszym pokazie siedzieli zachwyceni dziennikarze z Londynu, którzy przyjechali do Warszawy z powodu wydarzenia, jakie będzie miało miejsce dzisiaj. Pierwszy dyplom katedry mody w warszawskiej ASP, na który cierpliwie czekam od trzech lat. Jestem pewna, że dziś wieczorem, na Myśliwieckiej w Warszawie otworzy się następny rozdział w historii naszej mody. Co, mam nadzieję opisać tutaj niebawem.

Ponieważ na wczorajszym pokazie tym razem posadzono mnie w pierwszym rzędzie, mogłam bez trudu zdokumentować wszystko za pomocą telefonu. Jeżeli nie odstrasza Was fatalna jakość filmu – voila!

Trwa ładowanie komentarzy...