O autorze
Od lat pracuje w branży mody. Razem z Filipem Niedenthalem założyła magazyn Viva! Moda. Była jego pierwszą naczelną, oraz szefową mody w Vivie!, JOY’u, PANI i ELLE. Przez pierwszą dekadę swojej kariery tworzyła duet artystyczny z fotografem Marcinem Tyszką. Chociaż jej pasją jest stylizacja, ostatnio coraz częściej pisze. Od niedawna na swoim blogu, który już zyskał uznanie wśród specjalistów
od mody w Polsce.

Foto Łódź versus Kraków

Przed nami ostatni weekend, kiedy można oglądać wystawy w ramach aktualnych festiwali fotograficznych. Które miasto wybrać? Wysmakowany Kraków czy romantyczno-rockową Łódź, gdzie w najbliższą niedzielę zlicytowane zostaną wszystkie dzieła z wystawy Briana Griffina?

Kraków w ubiegłym roku mnie zachwycił. Być może sprzyjał temu temat miesiąca fotografii, jakim była wtedy moda. Zdjęcia moich ulubionych fotografów, które zazwyczaj oglądać można w galeriach za granicą wisiały w zasięgu ręki, na ścianach Muzeum Narodowego. W tym roku poczytałam trochę o planowanych ekspozycjach i wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Najciekawsze było jednak – jak się okazało – oczekiwanie. Odwrotnie niż w Łodzi. Fotofestiwal w ubiegłym roku wydawał mi się interesujący, w tym – zdecydowanie świetny! Gdybym miała gdzieś powrócić – byłaby to tym razem Łódź. Nie tylko dlatego, że fotografie Briana Griffina będzie można w najbliższą niedzielę kupować podczas aukcji na cele charytatywne. Gdybym się na nią wybrała, z pewnością skusiłabym się na monumentalną odbitkę z okładki płyty Kate Bush, która w pustej przestrzeni byłej wytworni wódek przypomniała mi gotyckie freski na ścianach włoskich kościołów oglądane przeze mnie ubiegłego lata.






W Łodzi warto zobaczyć też kilka innych wystaw. Polecam te na Tymienieckiego, szczególnie Volkera Hinza (miłośnicy mody docenią niezwykłe portrety kilku z najbardziej znanych projektantów, od Yves Saint Laurenta w latach 70., po McQueena w 90.) i ekspozycję zwycięzców laureautów konkursu Leica. Syberyjskie pejzaże Evgenii Arbugaevej to chyba najpiękniejsze zdjęcia jakie widziałam tej wiosny.

Warta uwagi jest też niezwykle poruszająca wystawa w łódzkim Atlasie Sztuki, fotografa, który nazywa się Roger Ballen.
Na weekendowy wypad Łódź nadaje się wyśmienicie. Postindustrialne przestrzenie, nowe knajpki, w których można dobrze zjeść (polecam fioletowe ziemniaki z łososiem w Drukarni) i oczywiście fotografia - zrozumiała, przystępna, poruszająca.

Ci, którzy odwiedzają na przykład biennale sztuki współczesnej wiedzą lepiej niż ja, jak ważna jest rola kuratora tego typu wydarzeń artystycznych. Jego osobowość ma ogromne znaczenie dla stylu, poziomu i treści organizowanych ekspozycji. Podczas gdy w Łodzi nic się pod tym względem nie zmieniło, ten sam co zawsze dyrektor festiwalu (Krzysztof Candrowicz) decydował w tym roku o doborze artystów i wyborze prezentowanych prac – Kraków zaprosił do współpracy szczególnego gościa. W tej roli wystąpił Aaron Schuman. Z artykułów znawców tematu można się sporo dowiedzieć na temat jego osoby i samego festiwalu. Jadąc do Krakowa spodziewałam się więc uczty, przekonałam się natomiast, że wrażliwość tego artysty jest mi niestety obca i choć doceniam poziom prezentowanych w Krakowie prac – właściwie trydno mi przyznać, że mi się któreś z oglądanych zdjęć zwyczajnie, po ludzku podobało. Najciekawsze okazały się wystawy niezwiązane w festiwalem, które nie tylko w ten weekend będzie można w Krakowie oglądać, mianowicie Kubrick w Muzeum Narodowym, Gierymski tamże i Szymborska na pl. Szczepańskim (ta ostatnia to eskpozycja stała). Fotografie prezentujące noblistkę, która z poczuciem humoru pozuje na tle tablic z nazwami różnych miejscowości są tak urocze, że wrócę do Krakowa choćby tylko po to by na nie znowu kiedyś popatrzeć. Zapadają w pamięć mocniej, niż poszukiwania twórcze artystów miesiąca fotografii, choćby prezentowane piętro wyżej prace Clare Strand. Chociaż…. eksponowany tamże sweterek obleczony trawą jest inspirujący. Podobnie, jak pierwsze kiedykolwiek opublikowane zdjęcie siedemnastoletniego Kubricka, które zapewniło mu etat reportera magazynu “Look” – nic więcej nie dodam, trzeba je zobaczyć samemu!



Przyznaję, nie widziałam prezentacji w Bunkrze, z powodu niesamowitego wrażenia jakie zrobił na mnie i odstraszył na kilka godzin z okolicy tej galerii performance Jacka Żakowskiego, współwłaściciela kawiarni Bunkier, która organizowała śniadanie wpisane w program miesiąca fotografii. Podczas tej uczty, o mały włos pomyliłabym się, oceniając dziwaczne zachowanie artysty Żakowskiego jako zwyczajny dowód braku kultury. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ostetntacyjne przesuwanie stołu przy którym siedziałam, zupełnie z zaskoczenia, z rozlewaniem stojącej na nim kawy, bez pytania mnie o to, czy nie mam nic przeciwko temu by przestawiano “mój stół” (by artysta z przyjaciółmi mieli gdzie sobie wygodnie posiedzieć tuż obok) i z głośnymi wyrazami zadowolenia, gdy zdecydowałam się zmienić miejsce – było działaniem o charatekrze artystycznym. W ten niekonwencjonalny sposób Żakowski stawia pytania o nasze osobiste granice i granice dobrego wychowania. Czym dzisiaj jest kultura osobista? Bardzo to było poruszające. Niezależnie od tego, kto stanie się przypadkowym jak ja adresatem opisywanych działań artystycznych – Bunkrowi Sztuki te eksperymenty nie zaszkodzą. Jedynie ja, poruszona emocjami jakie ten happening we mnie wywołal – zwyczajnie od sztuki uciekłam. W siną dal.

Ze wszystkich związanych z miesiącem fotografii wydarzeń (byłam też w Mocaku, byłam) najciekawsze okazało się tropienie tajemniczej wystawy pod tytułem Hotel Oracle. Przypominając sobie dziecinne podchody, zaciekawiona podążałam uliczkami Krakowa zgodnie z planem otrzymanym pod adresem podanym w programie miesiąca fotografii jako adres wystawy. Świetna zabawa. Sama ekspozycja? Nie zdradzę szczegółów. W końcu sekret to sekret.

Trwa ładowanie komentarzy...