O autorze
Od lat pracuje w branży mody. Razem z Filipem Niedenthalem założyła magazyn Viva! Moda. Była jego pierwszą naczelną, oraz szefową mody w Vivie!, JOY’u, PANI i ELLE. Przez pierwszą dekadę swojej kariery tworzyła duet artystyczny z fotografem Marcinem Tyszką. Chociaż jej pasją jest stylizacja, ostatnio coraz częściej pisze. Od niedawna na swoim blogu, który już zyskał uznanie wśród specjalistów
od mody w Polsce.

Cudze chwalicie

W świecie mody to, gdzie sprzedajesz swoje projekty ma zasadnicze znaczenie dla wizerunku marki. Harvey Nichols w Londynie czy nowojorski Bloomingdale’s to domy towarowe, które gwarantują najwyższą jakość oferowanych produktów. Zaspokoić wymagania ich klientów oznacza: trafić do światowej elity mody. Udało się to Polakowi, Rafałowi Antosowi i jego młodej marce U. Udało mu się za sprawą świetnego wzornictwa, bez popisów na hiszpańskich schodach i czerwonego dywanu wypełnionego serialowymi aktorkami.

W Vogue’u czy iD ceni się, prócz talentu, być może nawet bardziej niż talent - zdobyte doświadczenie. Młodzi ludzie asystują za darmo, po siedem lat, zanim sami zaczną budować swoją markę. Tak na przykład jest w przypadku stylistów. Bywa też - w przypadku projektantów. Zdobyte doświadczenie gwarantuje poziom, do którego pracownicy polskich magazynów o modzie nie mogą równać. Nic dziwnego. Na planie sesji do Vogue Italia, na której byłam kiedyś w charakterze asystentki - fotograf miał 40 lat, stylistka 50 a makijażystka 60. Masz to w Polsce?



Na szczęście granice już od dawna są otwarte i powoli wprowadzamy na nasz rynek światowe standardy. Polscy projektanci mogą uczyć się od najlepszych. Tak jak Rafał Antos, projektant marki Universal Clothing Company. Założył ją ze swoim partnerem biznesowym, Holendrem, który nazywa się Don-Alivn Adgeest. Rafał projektuje, Don zarządza biznesem, radzą sobie całkiem nieźle jak na markę, która zaprezentowała do tej pory zaledwie kilka kolekcji.

Spotkałam się z Rafałem podczas prezentacji tego, co jesienią dostępne będzie z metką U. Dostępne w licznych sklepach zagranicznych i jednym polskim. Bardziej, niż dotychczasowy rozwój marki, zainteresowało mnie zdobyte doświadczenie Antosa, który spędził kilka lat pracując jako projektant w domu mody Giorgio Armani a potem w londyńskim oddziale GAP Europe.

Uwielbiam opowiadać Wam o firmach mniej popularnych, ale wartych uwagi. U, z uwagi na to, że sama chciałabym nosić rzeczy z ich męskiej kolekcji, bo takie są cudowne w dotyku – przedstawić wręcz śpieszę! Przede wszystkim zaś autora mody dla stylowych dziewczyn i chłopaków. Rafała Antosa.


Czy projektując, przyłapujesz się na tym, że wykorzystujesz coś, czego nauczyłeś się od Armaniego?
Na pewno! Zawsze zwracam uwagę na to, co on, czyli na funckjonalność ubioru, jego krój, jakość. Giorgio Armani na pierwszym miejscu stawia na elegancję i prostotę. Punktem wyjścia jest dla niego męski garnitur, stąd w jego kolekcjach stonowana paleta barw, zestawienia raczej monochromatyczne. Też lubię te kolory.
Podejrzewam, że niezależnie od tego, dla kogo się pracuje – zawsze się czegoś uczysz. Poźniej jedynie przekładasz to na swój język. Niezwykle doceniam Armaniego za jego wyczucie elegancji, za to, że krój u niego zawsze jest doskonały, za funkcjonalność ubioru.
Idziesz tą samą drogą?
Nie. Na pewno. Mam zupełnie inny gust. Mój kształtował się w Polsce. Rozmawialiśmy ostatnio o twoim wpisie na blogu na temat tego, co w Polsce uznajemy za piękne. Że jest w nas na przykład nostalgia i rebelia. Czegoś takiego nie da się wymazać. Kiedy myślę o mojej kolekcji, zawsze chciałbym, żeby było w niej trochę punkrocka, albo grunge. Trochę rebelii i nostalgii.
Bo nostalgia – to taki miękki sweter, w którym się dobrze poczujesz siedząc przy stole, popijając kawę…
…patrząc na krople deszczu na oknie...
…i słuchając muzyki. O to chodzi. Nie mam w sobie włoskiego temperamentu. Chociaż chciałbym mieć, tak jak w kolekcji chciałbym mieć cekiny i koronki. Niestety, z palety kolorów, która na początku zazwyczaj jest niezwykle bogata, zawsze na koniec wybieram szary, granatowy, czarny i biały (śmiech). Nie bedę nosił pomarańczowej koszulki, tylko szarą.
Projektując ubierasz więc siebie?
Trochę mi trudniej z kolekcją damską (śmiech).
Może przydałaby Ci się inspiracja? Tilda Swinton?
W Polsce jest kilka muz, na miejscu. Doda?
GAP Europe też Ciebie czegoś nauczył? Potrzebne jest projektantowi doświadczenie pracy w sieciówce?
Gap dał mi wiele. Podejrzewam że nawet bardziej mnie ukształtował, niż praca u Armaniego. Pewnie dlatego, że miałem więcej do zrobienia i do powiedzenia. U Armaniego byłem designerem, to on miał ostatnie słowo. W GAPie byłem menedżerem i ja decydowałem o wielu sprawach takich, jak wybór materiałów, kolorów. Mieliśmy szefa, dyrektora kreatywnego, który nam pomagał, ale jak go nie było, trzeba było działać samemu.
Najważniejsza lekcja z GAPa?
Że ważny jest detal. Że projektując, na przykład koszulę - trzeba sobie odpowiadać na pytanie: dlaczego ta koszula jest lepsza od poprzedniej? Albo: co mogę zrobić, by uczynić ją lepszą? Nie nauczyłem się tego z filozofii firmy GAP, tylko od ludzi, z którymi tam pracowałem. Miałem okazję współpracować tam z wielkimi osobistościami, między innymi z Phoebe Philo, która właśnie tego mnie nauczyła. Powtarzała, że nie ma miejsca na miernotę. Nawet jeżeli pracując dla sieciówki jesteś w określonych trybach biznesu, masz dział sprzedaży, który próbuje coś na tobie wymóc, każdy w firmie czegoś od ciebie chce i przytłacza cię to, a na koniec wszystkiego ci się odechciewa - trzeba walczyć! Nawet, jeżeli pracujesz dla kogoś innego, trzeba mu dać najlepszą wersję tego, co projektujesz. Chociażby zwyczajny t-shirt. Zawsze musi być lepszy od poprzedniego. Trzeba bez przerwy podnościć sobie poprzeczkę.
Inaczej stalibyśmy w miejscu. W jaki sposób odpoczywasz od projektowania?
(śmiech) Nie pamiętam, co to znaczy.
Nicholas Kirkwood powiedział mi że w wolnym czasie projektuje, bo jest tak bardzo zajęty sprawami biznesu, że mając wolny dzień, dopiero wtedy, na spokojnie może zająć się projektowaniem.
Dokładnie tak jest. Kiedy mam wolny dzień, albo jestem w pociągu do Łodzi, gdzie teraz mamy produkcję - wymyślam sobie historię na nowy sezon. Albo zastanawiam się: O! W tej kurtce mógłbym coś jeszcze zmienić, coś dodać… Budzę się rano i myślę: Przecież ta kurtka mogłaby być w tamtym materiale!
Czyli, że od projektowania nie ma odpoczynku?
Nie ma. Chciałbym się tak odciąć, ale nie potrafię.
Myślisz, że Giorgio Armani też tak ma?
Oj tak! Myślę , że on w ogóle nie przestał od 1975 roku. (śmiech) Naprawdę.
Jesienną kolekcję będziecie sprzedawać w warszawskim butiku See Me, oprócz tego męską kolekcję można kupić w nowojorskim Bloomingdale’s, a damską w londyńskim Harvey Nichols. Sprzedają was butiki w Japonii, we Włoszech, w Niemczech i w Luksemburgu. Jakie macie plany na pszyszłość?
Zastanawiamy się nad otwarciem sklepu w Polsce. Własna dystrybucja byłaby kolejnym, intrygującym wyzwaniem.



Trwa ładowanie komentarzy...