Nowa marka, którą warto poznać

Podobało Ci się? – zapytała koleżanka po ostatnim pokazie Zuo Corp. Tak – odpowiedziałam. Założyłabyś coś? – ciągnęła. Nie – podsumowałam. Przecież nie o to chodzi.

Idąc na pokaz Zuo Corp rozmyślałam o tym, że słynny dekonstruktor, awangardzista mody, którego pokazy kilkanaście lat temu nie były przez wielu rozumiane – a już mało kto ośmielał się nosić projektowane przez niego rzeczy – wylądował właśnie w panteonie H&M. Tym samym dom mody, który stworzył, czyli Maison (maison to po francusku dom, tutaj: dom mody) Martin Margiela - stanie się znany bardzo szerokiej publiczności, a jego awangardowe niegdyś projekty doczekały się wreszcie masowej produkcji. Margiela nie projektuje już ubrań sygnowanych swoim nazwiskiem, odszedł z firmy, o czym wiedzą wszyscy, choć nie mówi się o tym głośno. Od czasu, kiedy o tym wiem – nie mam serca do Maison Martin Margiela takiego, jakie miałam kiedyś, gdy każdy kolejny pokaz Belga budził moje wielkie emocje, na kilka nawet się wdarłam – wpuszczano wszystkich chętnych, wystarczało poprosić kogoś z ekipy wystrojonej w białe fartuchy (znak rozpoznawczy kadry Margieli) o pozwolenie wejścia na widownię. Bez wizjonera na posterunku styl marki mocno się niestety skomercjalizował. Przestał być zaskakujący. Nie dziwi.



Martin Margiela ponoć opuszczał prezentacje tuż przed ich rozpoczęciem – choć nie wiem, czy nie rozsiewam teraz plotek. W każdym razie można go było podobno przyłapać na tym tuż przed rozpoczęciem pokazu i był to chyba jedyny sposób, bo zobaczyć jego twarz. Nie kłaniał się po prezentacji. Na jego pokazach zawsze podawano czerwone wino w plastikowych kubkach – dzieje się tak zapewne i teraz, a zgromadzona publiczność jakoś dziwnie różniła się od tej, która uświetnia najbardziej luksusowe prezentacje innych domów mody, przypominając raczej grono, jakie spotyka się na wernisażach w galeriach sztuki niż na pokazach typu Chanel, czy Gucci. Mniej blichtru, więcej skupienia.

Tak bywało, teraz to już nie wiem, bo ostatni raz na pokazach w Paryżu byłam ze dwa lata temu. Pora nadrobić zaległości.

Tymczasem bywam na pokazach w Warszawie i mogę się z Wami od czasu do czasu na łamach tego bloga dzielić wrażeniami.
Podobało mi się. Bartek Michalec to niezwykle utalentowany człowiek.
Poznałam go, kiedy miał 17 lat i przyszedł do mnie do redakcji VIVY!, pokazał zdjęcia projektowanych przez siebie ubrań, sukienek uszytych własnoręcznie z licznych koszul męskich, zdobionych wieloma kołnierzykami, drapowaniami, udziwnieniami. Pięknych. Zaprosił na pokaz, który miał miejsce w warszawskim klubie Labo na Mazowieckej. Przybyli na niego najbardziej cenieni wówczas przeze mnie dziennikarze mody – wtedy na pokazach celebryci bywali jedynie jeśli byli z projektantem zaprzyjeźnieni, bo jego los, finansowy los projektanta nie zależał od ich obecności.
Dekadę później Bartek Michalec gromadzi kilkanaście celebytek i wszystkich VIP-ów z branży na efektownym pokazie prezentując kolekcję, która zyskuje owacje.



W międzyczasie pracował jako stylista, zredagował razem ze mną jedno wydanie VIVA! MODA wpadając do redakcji w przerwach pomiędzy egazminami maturalnymi), był też dJ-em - może nadal bywa; spędził kilka tygodni na stażu u Bruno Pietersa w Antwerpii (tuż przed zamknięciem jego pracowni) i po powrocie do kraju, ze dwa lata temu, razem z Dagmarą Rosą założył duet o nazwie Zuo Corp. Pierwsza kolekcja wyprzedała się na pniu – stanowiła coś w rodzaju konkurencji dla marki COS. Kolejne – budzą konsternację.

Nie każda kobieta potrafi sobie wyobrazić siebie w tych ubraniach. Moda to raczej dla Japonek, otwartych na wszelkie nowości. Trudne kroje, geometryczne, pudełkowe, w stylu znanych z 40. czy 60., ale przeskalowane - nie podkreślają sylwetki w sposób, który należy zastosować wybierając się, dajmy na to, na imprezę uświetniającą 20 lecie Playboya. Kilku projektantów na świecie konstruuje ubrania w podobnym duchu i wciąż należą oni do awangardy mody. Zuo Corp wpisuje się zatem w trend eksperymentatorów. Tkaniny, najnowocześniejsze, wykorzystywane są przez Michalca (który rozstał się artystycznie z Dagmarą Rosą, teraz projektuje samodzielnie) także na lewą stronę, by pełniej wybrzmieć i bardziej zadziwić. Wyobraźnia projektanta jest nieposkromiona i chwała mu za to. Prekursorzy w modzie są niezbędni dla jej systematycznego rozwoju, a na naszym ryneczku gorąco pożądani.
Dla niektórych dziwne stroje, dla innych piękne, być może są tacy, którzy uznają je za brzydkie lub nawet niepokojące. Dla mnie normalne, eleganckie: płaszcze sukienki czy spódnice szyte z wyjątkowych, zaskakujących tkanin. Na przykład takich, które przypominają wycieraczkę.

Tańsza linia Zuo Corp, która przypomina ich pierwszą kolekcję, czyli sportowy wyrafinowany basic, co tak świetnie się sprzedał w pierwszym sezonie istnienia marki - nadal jest w ofercie.
Tymczasem styl marki ewoluuje, fantastycznie się rozwija. Czekam, aż Michalec znajdzie ostatecznie swoją scieżkę, aż jego styl się wyklaruje. By każdy idąc na jego kolejne pokazy wiedział, czego się mniej więcej spodziewać. Na przykład - czegoś zupełnie nieoczekiwanego. I oby tak było, bo właśnie te niezrozumiałe propozyjce tak naprawdę pchają modę do przodu, określają, jak będziemy się ubierać za czas jakiś. Taką rolę przed laty pełniły projekty Margieli. Teraz Nicolas Ghesquiere. I w mneijszym stopniu – wielu innych, w Polsce chociażby Krzysia Stróżyny, czy właśnie Michalca.

Zupełnie na marginiesie. Ostatnio porównałam Kupisza do Cavallego. Nie chodziło o styl marki, było to swobodne skojarzenie, którego sens – wydawało mi się - w pełni wyjaśniłam. Ponieważ nie zostało to przez wszystkich zrozumiane – chcąc uprzedzić ewentualne podobne komentarze, niniejszym oświadczam: tak, śmiem porównywać Michalca do Margieli, nie chodzi mi o styl prezentowanych ubrań, ani o znaczenie w historii mody – przecież bez porównania jak dotąd, ale fakt, że projektuje on rzeczy niezrozumiałe dla niektórych, jakie być może kiedyś nikogo dziwić nie będą.

Żeby nie było tak słodko. Pokaz fajny, ale niestety niezbyt praktyczny z punktu widzenia bloggera, czy rzetelnego dzinikarza mody. Gdy pozwolono publiczności wejść pomiędzy modelki bardzo się ucieszyłam, że będę mogła obejrzeć wszystko z bliska. Niestety, obejrzałam dwa modele i … modelki wyszły. Prezentacja więc efektowna, inna niż zwykle, ale nie pozwoliła w pełni poznać szczegółów prezentowanych ubrań.








  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...